Profil duchowy i cnoty
Cnoty teologalne
Cnoty teologalne – wiara, nadzieja i miłość w życiu Matki Alfonsy Marii Kluczem do zrozumienia życia duchowego Matki Alfonsy Marii są cnoty teologalne, które stanowią dynamiczną zasadę, z której wypływa jej życie duchowe. Odznacza się ono następującymi cechami:
- Cnoty teologalne są ze sobą ściśle powiązane w tym sensie, że wiara, jaką praktykuje Służebnica Boża, jest ściśle złączona z nadzieją, a te dwie cnoty prowadzą bezpośrednio do miłości Boga, która jest jakby ich dopełnieniem i sama przejawia się w czynach wypływających z miłości bliźniego.
- Można powiedzieć, że miłość Boga jest rdzeniem wszystkich pozostałych cnót.
- Cnoty te są czynnikiem jednoczącym jej życie i źródłem motywacji jej wysiłków.
- Z modlitw i zwierzeń Służebnicy Bożej wynika, że te cnoty teologalne dają jej świadomość szczególnej osobistej więzi z Bogiem i Jezusem Chrystusem. Jest świadoma obecności Boga i pragnie zażyłego zjednoczenia z Bogiem i Jezusem Chrystusem.
- Służebnica Boża starała się żyć tymi cnotami w sposób coraz doskonalszy, a jej warunki były tym bardziej wymagające, że od samego początku żyła ideałem całkowitego oddania się Bogu pośród swojego otoczenia. Jej wola, by kochać Boga w sposób coraz doskonalszy, ma charakter niezwykłej wzniosłości.
Wiara
Dusza człowieka – zapał Matki Alfonsy Marii
Dla Służebnicy Bożej Matki Alfonsy Marii nie było trudne przyjąć wiarę w Boga ani nie uważała jej za przedmiot uczonych dyskusji. Wiara oznaczała dla niej zapał dla Boga, trwające całe życie przylgnięcie do Boga i Jego orędzia, osobiste przylgnięcie do Boga, od którego oczekujemy zbawienia. Całkiem naturalnie jednoczy się w miłości z Bogiem i Jezusem Chrystusem. Życie wiary, jakim żyła Służebnica Boża, było bardzo mocne, ponieważ Elżbieta Eppinger w pierwszym etapie swojego życia była prowadzona jako osoba, na której Bóg położył rękę i która została powołana do nadprzyrodzonego doświadczenia duchowego. Z głębi duszy pragnęła prowadzić życie całkowicie poświęcone modlitwie i doskonałemu praktykowaniu cnót w życiu zakonnym. Pragnęła wstąpić do zakonu. Bóg jednak chciał, by ten ideał doskonałości przeżywała najpierw w kręgu swoich bliskich i we wspólnocie parafialnej. W tajemniczy sposób przygotował ją do założenia zgromadzenia poświęconego opiece nad chorymi, które odpowiadało potrzebom swojej epoki.
Wyraz i przejawy cnoty wiary przez całe życie Służebnicy Bożej
Od najwcześniejszego dzieciństwa przejawiał się u Służebnicy Bożej duch wiary, który w jej wieku można nazwać niezwykłym. Już jako czterolatka chciwie słuchała opowiadań o Bogu i wykorzystywała każdą okazję, by dać sobie wyjaśnić prawdy religijne. W wieku sześciu lat podaje w swoim życiorysie: „Miałam przenikliwe pragnienie poznawania Boga. Czy byłam sama, czy wśród ludzi, nieustannie zajmowała mnie myśl o Bogu.” W wieku siedmiu lat: „To pragnienie było tak silne, że sprawiało mi nawet cierpienie duchowe.”
Mając dziesięć lat, zawsze uważała, by niczego nie zapomnieć z tego, co usłyszała na lekcjach religii. Coraz bardziej cieszyła się, że może uczestniczyć w lekcjach religii. W dniu swojej pierwszej Komunii świętej modliła się tak: „Dobry Jezu, teraz odnowiłam przyrzeczenia chrzcielne. Pomóż mi zachowywać i wypełniać wszystko, czego uczy nas nasz duszpasterz.” Duch wiary przejawiał się u niej w każdej sytuacji, przez całe życie. Myślą była zwrócona ku Bogu; nie interesowało jej nic innego, tylko sprawy Boże. Na wszystko patrzyła z punktu widzenia Boga.
Nawet w czasie choroby jej wiara nie słabła. Gdy zachorowała po raz pierwszy, odczuła oschłość duchową, ale mimo to wytrwale się modliła. Gdy wyzdrowiała, w duchu wiary otrzymała szczególne łaski, które pomagały jej postępować w życiu duchowym i w pielęgnowaniu cnót.
Podczas kolejnej choroby (1845-1849) jej kierownik duchowy zdał sobie sprawę, że Służebnica Boża jest obdarzona naprawdę wyjątkowymi łaskami Bożymi. Powiedział o tym biskupowi, który bardzo się całą sprawą zainteresował, gdyż był przekonany, że należy w tym widzieć interwencję Boga. Służebnica Boża jednak nie czuła się godna takich łask i w żaden sposób nie starała się zdobyć tym sławy.
Co do założenia zgromadzenia, Służebnica Boża zwierzyła się swojemu kierownikowi duchowemu, że otrzymała natchnienie z góry, by założyć zgromadzenie poświęcone służbie chorym. Proboszcz Reichard był początkowo powściągliwy, ale ostatecznie poprosił biskupa o zatwierdzenie.
Gdy Matka Alfonsa Maria była przełożoną generalną (1849-1867), z całkowitą ufnością powierzała się Bożej Opatrzności. Zdarzyło się wiele nieoczekiwanych wydarzeń, w których Bóg interweniował na rzecz zgromadzenia i pomógł jego szybkiemu rozwojowi. Ufność Służebnicy Bożej była ogromna. Możemy ją widzieć przy budowaniu zgromadzenia. Bez jakiejkolwiek ludzkiej pomocy zabrała się do dzieła i wszystkiego, materialnego i duchowego, oczekiwała od Boga. Czuła się nędzna i słaba wobec takiej odpowiedzialności, jednak polegała wyłącznie na łasce. Ze świętą odwagą modliła się do Jezusa: „Odmawiaj, jak długo chcesz, ja będę niestrudzenie się modlić. Daję ci, czego pragniesz – daj i ty mnie to, o co proszę.” „O mój Jezu, spójrz na moją nędzę i słabość, nic nie potrafię bez twojej pomocy. Pomnóż moją dziecięcą ufność w tobie.”
„Mój drogi Jezu, uczyń to ty sam. Wiesz przecież, że ja nic nie mogę; to twoje dzieło.” Do takiej ufności zachęcała każdego, kto do niej przyszedł: zwłaszcza licznych gości, którzy o tym zaświadczyli i którzy odchodząc od niej, chwalili miłosierdzie Boże. Zachęcała do niej także swoje córki, którym mówiła: „Skoro Bóg był tak dobry, że powołał nas do życia zakonnego, czyż nie byłoby wobec niego obraźliwe, gdybyśmy nie ufały mu bezgranicznie we wszystkich naszych potrzebach? Zwracajcie się do niego w każdej sytuacji, bez najmniejszej nieufności.”
To przede wszystkim jej własny przykład prowadził jej córki do bezgranicznej ufności.
Treść wiary: prawdy, w które wierzyła
Oddanie Służebnicy Bożej nauce Kościoła katolickiego było żarliwe i niewzruszone. Pochodziła z rodziny otoczonej przez protestantów, która musiała walczyć o zachowanie swojej wiary. Dlatego zdawała sobie sprawę, jakie ma szczęście, że jest katoliczką.
„Gdy podczas mojej choroby (w wieku 17 lat) odwiedzili mnie jacyś protestanci, było mi ich żal, że nie żyją w prawdzie. Wtedy dziękowałam Panu za to, że urodziłam się z rodziców katolickich. Często mawiałam: ,Ach, jakie mam szczęście, że jestem dzieckiem prawdziwego Kościoła!‘”
Z głębokim zainteresowaniem śledziła lekcje religii prowadzone przez proboszcza Reicharda, któremu ufała nade wszystko. Treść jej wiary odpowiadała temu, czego ją uczono: Bóg i Boża Opatrzność; Jezus Chrystus, który zbawił nas swoją śmiercią na krzyżu; Najświętsza Maryja Panna; święci; sakramenty, zwłaszcza Eucharystia; człowiek przeznaczony do rzeczy nadprzyrodzonych; ciężar grzechu i doskonałość cnót.
Służebnica Boża miała wielką cześć dla Trójcy Przenajświętszej. W ciągu dnia często powtarzała doksologię: „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu.”
Ponieważ już od wczesnego dzieciństwa chciwie słuchała opowiadań o sprawach Bożych, zwracała się wprost do Boga z prośbą o radę, pomoc i opiekę. Czyniła tak wtedy, gdy szukała właściwej drogi, gdy przeżywała przygnębienie lub gdy czuła potrzebę podziękowania Bogu za udzielone łaski.
„O dobry Boże, spraw, bym i ja stała się tak pobożna jak te osoby i bym nauczyła się modlić tak żarliwie jak one.” „Chcę cię kochać, będę cię kochać i chcę wypełniać tylko twoją wolę!” „Mój Boski Oblubieńcze, spójrz, jak za tobą tęsknię. Zawładnij całkowicie moim sercem i pokaż mi, jak mogę jeszcze zażylej zjednoczyć się z tobą.”
W życiu duchowym Służebnicy Bożej centralne miejsce zajmował Jezus Chrystus. Już jako pięciolatkę głęboko wzruszało ją, gdy wspominano przy niej mękę Chrystusa. Gdy miała dziesięć lat i proboszcz Reichard opowiadał im w szkole o cierpieniu Jezusa na krzyżu, naznaczyło ją to na całe życie.
„Te słowa tak mocno na mnie podziałały, że drżałam na całym ciele. Nie spuszczałam wzroku z księdza proboszcza i wydawało mi się, jakbym widziała w nim obraz cierpiącego Zbawiciela.”
Jak sama podaje, żadna inna nauka nie podobała jej się tak bardzo jak temat męki, ponieważ widziała w niej miłość Jezusa do nas. Od dziesiątego roku życia miała zwyczaj podczas Mszy świętej rozważać mękę Pańską. Niekiedy była nią tak przejęta, że całe jej ciało drżało. Szukała samotności, by móc lepiej rozmyślać nad męką. Już jako młoda dziewczyna starała się zachęcać do takiej pobożności również swoje rówieśnice. Przede wszystkim jednak wpajała tę naukę swoim córkom i nieustannie do niej wracała. Na polecenie naszego Pana nakazała swoim córkom, by każdego dnia rozważały Jego mękę – wspomina o tym już w Pierwszych regułach. Służebnica Boża pokazała im sposób rozmyślania, który bez wątpienia był jej własny.
Brała do ręki krzyż i otwierała swoje serce na działanie łaski, przechodziła stopniowo od jednej rany do drugiej i stawiała sobie przy tym różne pytania, by uświadomić sobie wielkość cierpienia Zbawiciela i Jego miłość do nas. Jej dusza była w tej chwili tak głęboko poruszona, że w pewien sposób odczuwała bóle męki – stawały się jej własnymi bólami. Uczucia wdzięczności, żalu i miłości wypełniały ją niekiedy przez całe dni.
„Wrażenia, które zdobywała pod krzyżem, nigdy już nie znikały z jej serca. Pośród swoich obowiązków w domu rodzinnym i w polu miała nieustannie przed oczami ukrzyżowanego Jezusa, cierpiącego Jezusa, Jezusa umierającego za grzechy świata.”
Służebnica Boża miała szczególną cześć dla Najświętszej Maryi Panny. Już jako trzylatka nauczyła się modlitwy Zdrowaś Maryjo i powtarzała ją jak refren. Odtąd zwracała się do Najświętszej Maryi Panny w każdej sytuacji.
„Żadna nauka nie podobała mi się tak bardzo jak nauka o męce Pańskiej i o Najświętszej Maryi Pannie” – mówi Elżbieta. Miała wtedy osiem lat. „Zdrowaś Maryjo, Matko Boża, módl się za mną, biednym dzieckiem.”
Jej największą radością było słuchać opowiadań o Najświętszej Maryi Pannie. Obawiała się tylko tego, czy zawsze dobrze rozumie to, co o Niej usłyszała. Gdy miała 14 lat, nieustannie powtarzała Witaj Królowo. Postanowiła, że we wszystkim będzie naśladować Maryję, zwłaszcza w Jej milczeniu i skromności.
„Nieustannie uciekałam się pod opiekę dobrotliwej Matki Bożej.”
Powierzyła Jej swoje dziewictwo: „Mocą twojego przenajświętszego dziewictwa i niepokalanego poczęcia, o Panno najczystsza, oczyść moje serce i moje ciało.” „O Maryjo, chcę cię naśladować, tak, chcę. Chcę naśladować twoje cnoty. O Maryjo, pomóż mi! O Maryjo, przyjdź mi z pomocą, ja też chcę pozostać dziewicą, chcę naśladować twoje cnoty!”
Cześć dla Najświętszej Maryi Panny szerzyła przez modlitwę różańcową: od proboszcza Reicharda uzyskała pozwolenie, by w kościele parafialnym w każdą niedzielę i święto odmawiano różaniec na wynagrodzenie za zniewagi popełnione wobec Boga w te dni. W swoich ekstazach widziała Maryję jako pośredniczkę i otrzymała poznanie, że wszyscy będą zbawieni przez Maryję i że cześć wobec Niej jeszcze się wzmocni.
Od Najświętszej Maryi Panny otrzymywała pewne wskazania, które według jej słów były wzniosłe i pełne pociechy.
Zgromadzenie, które założyła Służebnica Boża, było poświęcone Boskiemu Sercu Jezusa i Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny. Służebnica Boża miała wielką radość, gdy papież ogłosił dogmat o Niepokalanym Poczęciu, który osiem lat wcześniej przepowiedziała. W tym dniu klasztor był uroczyście udekorowany.
Spośród pozostałych świętych Służebnica Boża żywiła szczególną cześć dla świętego Józefa, którego uważała za skutecznego opiekuna w trudnych chwilach, które zagrażały istnieniu zgromadzenia z powodu braku środków.
Wielką cześć miała dla świętej Teresy z Ávili, którą często prosiła, „by za jej wstawiennictwem uzyskała łaskę kochania Boga tak bardzo, jak kochała Go święta Teresa, i by tak jak ona potrafiła znosić cierpienie cielesne i duchowe, które Bóg raczy jej zesłać”.
Modliła się także do świętego Alfonsa Marii Liguoriego, którego uważała za przewodnika w sprawach życia duchowego i orędownika za zgromadzenie.
Po Najświętszej Maryi Pannie największą cześć miała dla świętego Alojzego Gonzagi, którego najczęściej prosiła o wstawiennictwo. Tego świętego szczególnie sobie upodobała ze względu na jego ewangeliczną czystość.
Co do sakramentów, Służebnica Boża zawsze okazywała wielką gorliwość wobec Najświętszego Sakramentu ołtarza. Już od dzieciństwa bardzo pociągał ją kościół. Powoli przechodziła obok drzwi świątyni i powtarzała przy tym: „Niech będzie pochwalony i uwielbiony Najświętszy Sakrament ołtarza.” Z utęsknieniem oczekiwała pierwszej Komunii świętej: „O mój Jezu, kiedyż nadejdzie ta chwila, gdy będę mogła cię przyjąć? Ach, w tej chwili upadłabym przed tobą na ziemię i oddała ci pokłon.” Po pierwszej Komunii świętej czuła tak żarliwe pragnienie przyjmowania Eucharystii, że poprosiła swojego spowiednika, by pozwolił jej przystępować do Komunii świętej co tydzień. Duchem była stale obecna przy tabernakulum. Proboszcz Reichard mógł powiedzieć: „Pośród swoich obowiązków bardzo żywo wyobrażała sobie ołtarz, hostię, kielich i święte obrzędy, łączyła się zażyle z intencją i modlitwami kapłana i ministrantów, i tak wszędzie, gdzie się znajdowała, mogła duchowo przyjąć Komunię świętą, jak gdyby osobiście uczestniczyła w sprawowaniu Mszy świętej.”
Podczas swojej pierwszej choroby „czuła żarliwe pragnienie częstszego przyjmowania Komunii świętej jako jedynego środka, który mógł dać jej siłę, by zaprzeć się samej siebie i całkowicie wyrzec się własnej woli, aby wypełniać jedynie wolę Bożą”, i proboszcz jej na to pozwolił. Gdy wracała do zdrowia, zawsze odbierała jako nową łaskę to, że może być obecna na Mszy świętej i przystąpić do Komunii świętej. Służebnica Boża dużo modliła się przed Najświętszym Sakramentem i wzywała do tego również innych. Sama spędzała długie godziny na adoracji.
Jako przełożona wprowadziła nieustanną adorację we wspólnotach, które liczyły ponad czterdzieści sióstr. W mniejszych wspólnotach lub tam, gdzie nie było kaplicy, każda siostra miała codziennie odprawiać godzinną adorację. Swoim córkom mówiła: „Musicie przede wszystkim mieć wielką cześć dla Najświętszego Sakramentu ołtarza. Nawet gdy jesteście w domu, musicie pamiętać, że jesteście w pobliżu Jezusa. Zalecam wam, byście nie hałasowały. Cierpię, gdy widzę, jak obojętnie i bez czci ludzie zachowują się wobec Najświętszego Sakramentu ołtarza.”
Postawa wobec Kościoła
Służebnica Boża odznaczała się wielkim posłuszeństwem wobec Kościoła i wiernie zachowywała jego zarządzenia. Jej cześć dla Kościoła przejawiała się w czci dla jego widzialnej głowy; dużo modliła się za ówczesnego papieża Piusa IX i ofiarowała za niego swoje cierpienia. Miała w czci biskupów, a w życiu osobistym i w kierowaniu zgromadzeniem szczególnie podporządkowywała się biskupowi Rässowi. Bardzo ceniła wszystkich kapłanów, bo widziała w nich samego Boga.
„Każdemu kapłanowi chętnie padłabym do nóg, byle tylko mnie pobłogosławił.” Przede wszystkim jednak przez całe życie okazywała cześć i całkowite posłuszeństwo swojemu kierownikowi duchowemu: proboszczowi Reichardowi, który został powołany do założenia Zgromadzenia Córek Boskiego Zbawiciela. Swoim córkom wpajała posłuszeństwo wobec sług ołtarza. W Pierwszych regułach czytamy: „W każdym przypadku muszą pozostać podporządkowane proboszczowi, którego zawsze mają uważać za swojego prawowitego przełożonego duchowego, niezależnie od sposobu jego postępowania.”
Służebnica Boża przyjmowała wielu kapłanów, którzy przychodzili się z nią naradzić, i wielu z nich zaświadczyło, jak pomogły im jej rady. O kapłanach wypowiadała się z życzliwością, mówiła o ich godności i cnotach kapłańskich. Dużo się za nich modliła. Jej modlitwy były bardzo gorliwe.
„Jezu, mój Boski Oblubieńcze, spójrz na nich miłosiernym wejrzeniem, nie patrz na ich słabości. O miłości moja, wystarczy ci jedno słowo: zapal w nich ogień twojej miłości. Napełnij ich odrazą i grozą wobec wszystkiego, co jest ze świata. Wyryj w ich sercu twoje gorzkie cierpienie i spraw, by porzucili wszystko, co ci się nie podoba.” Za biskupów ofiarowała całe swoje życie w cierpieniu.
Duch wiary przejawiał się u niej w wielkim cierpieniu, które przeżywała, gdy dowiadywała się o prześladowaniu Kościoła w Rzymie, we Francji i w Szwajcarii, dalej w pragnieniu nawrócenia heretyków, a także w gorliwym staraniu, by sprowadzać zbłąkane dusze z powrotem do Kościoła katolickiego, zwłaszcza protestantów w jej pobliżu.
W tej intencji najpierw ofiarowała swoje modlitwy i cierpienia, później posyłała swoje córki, by zdobywały dusze przede wszystkim modlitwami i praktykowaniem cnót chrześcijańskich i zakonnych. Oświadczyła, że jest gotowa przelać krew i oddać życie za zbawienie tych, którzy nie mają wiary.
Odraza do grzechu
Służebnica Boża Matka Alfonsa Maria nienawidziła grzechu i wszystkiego, co sprzeciwiało się wierze. Jako uczennica unikała dzieci, które prowadziły brzydkie rozmowy. Z tego powodu płakała i czuła odrazę do szkoły. Później, gdy raz przy kolacji była świadkiem nieprzyzwoitej rozmowy, wolała pozostać głodna; wstała od stołu i poszła do pokoju, gdzie modliła się i płakała.
W swoich ekstazach widziała zarówno ogólne, jak i konkretne wady wraz z ich rozmaitymi przyczynami. Ten widok był dla niej bolesny, a nawet nie do zniesienia.
Przez całą kolację modliła się i płakała w swoim pokoju, a ponieważ kolacja odbywała się w sąsiednim pomieszczeniu, dla pewności zatkała sobie uszy, by przez ścianę nie słyszeć, o czym rozmawiają. Zostało jej jasno ukazane, jak ma wynagradzać za te wady.
„Patrz, córko moja – powiedział jej Pan – to wszystko musisz wynagrodzić ty.” Westchnęła i powiedziała: „Ach, jakie ciężkie brzemię! Niech się stanie twoja wola!”
W tych słodkich radościach zasmucała ją już sama myśl o mnóstwie zniewag skierowanych przeciw Bogu. Niekiedy odczuwała wątpliwości i zniechęcenie na myśl, że ona także jest grzesznicą, która nie zasługuje na łaskę Bożą. Z drugiej jednak strony, gdy Służebnica Boża w swoich widzeniach pomagała nawróceniu grzeszników, odczuwała wielką radość. Proboszcz Reichard to poświadcza: „Widziała wiele nawróceń wśród nieprzyjaciół katolicyzmu oraz wśród schizmatyków i niewierzących, którym Bóg okazał swoje miłosierdzie. W tym widoku miłosierdzia i mocy Bożej znów czerpała wielką pociechę.”
Jako członkini bractwa Boskiego Serca Jezusowego zależało jej na tym, by wynagradzać za grzechy innych swoimi modlitwami i czynami pokutnymi.
U schyłku życia doświadczyła szczególnie bolesnych prób, które były dla niej niezwykłą okazją do okazania cnoty wiary. Z powodów politycznych, prawnych i ekonomicznych usamodzielniły się bowiem domy w Würzburgu, Wiedniu i Sopronie. Te próby spadły na założycielkę twardo i okrutnie, ale Matka Alfonsa Maria całkowicie oddała się woli Bożej.
O dobroczynnych skutkach wiary Służebnica Boża chciała podzielić się z każdym, kto do niej przyszedł. Znakomicie mówiła o sprawach Bożych: najpierw swojej rodzinie, potem dzieciom i młodym dziewczętom z Niederbronn, a później licznym gościom, którzy do niej przychodzili. Bóg posłużył się nią do nawrócenia wielu z nich. Jednym z celów jej dzieła było udzielanie nauki religijnej ludziom niewykształconym i biednym dzieciom. Przyjmowała opuszczone biedne dzieci i troszczyła się o nie tak, by otrzymały potrzebną naukę religijną i mogły przystąpić do pierwszej Komunii świętej. Sama je gromadziła, opowiadała im o Bogu i prowadziła je do modlitwy.
Nadzieja
Pewność, że łaska Boża uzupełni wszystkie braki w jej sercu
Praktykowanie cnoty nadziei przez całe życie
Od wczesnej młodości aż do śmierci Służebnica Boża miała jeden cel, jedną metę: racją jej istnienia i działania był zawsze jedynie Bóg, któremu całkowicie i bez zastrzeżeń ufała. Proboszcz Busson zapytał pewnego dnia chorą Elżbietę: „Na czym według pani polega największe szczęście na tym świecie, w życiu i po śmierci?” Odpowiedziała mu: „Na tym, że mamy tylko Boga. Bóg jest wszystkim. Gdzie jest Bóg, tam jest pełnia, a gdzie Boga nie ma, tam jest nicość. Mieć Boga na tym świecie to w istocie to samo szczęście, jakie mają święci w niebie. Na ziemi nie potrafimy w pełni radować się Bogiem, ale to nie znaczy, że mniej Go kochamy.”
We wszystkim starała się wypełniać jedynie wolę Bożą. Gdy ją wypełniała, całą ufność pokładała w Bogu, i to zarówno w sprawach życia na tym świecie, jak i w sprawach życia wiecznego. „O Jezu, w tych niespokojnych dniach musisz pomóc swojemu Kościołowi. Tylko ty możesz to uczynić i ty musisz mu pomóc. O Maryjo, nie odrzucaj tej modlitwy. Chodzi przecież o cześć twojego Syna i jego Kościoła.”
Nieustannie i ze wszystkich sił stara się prowadzić do tego również wszystkich grzeszników. Jej życzenie i pragnienie skłaniają ją do nieustannej i żarliwej modlitwy o nawrócenie grzeszników.
Przejawy i wyraz cnoty nadziei
Służebnica Boża Alfonsa Maria już od dzieciństwa zwracała się do Boga i przedkładała mu swoje prośby dotyczące doskonałego życia. Gdy widziała przechodzącą siostrę zakonną, wypowiadała w modlitwie życzenie: „Panie Boże, udziel mi łaski, bym mogła pewnego dnia służyć ci jak ta miła siostra.”
Już jako małe dziecko nieustannie powtarzała Bogu: „Chcę cię kochać. Dobry Boże, ty na pewno udzielisz mi łaski, bym cię kochała.”
Świadoma swojej słabości przed Bogiem, wyznawała swoją niegodność słowami: „O Boże mój, czymże ja jestem, że mnie nawiedziłeś i mieszkasz we mnie!”
Była jednak tak wzruszona i przeniknięta dobrocią i miłosierdziem Zbawiciela świata, że mocno ufała, iż On swoją łaską dopełni to, co niedoskonałe w jej sercu.
Cnota nadziei wyraźnie przejawiała się w rozmaitych trudnościach.
W czasie oschłości, którą Służebnica Boża przeżywała podczas swojej pierwszej choroby, prześladowała ją myśl, że wszystkie jej akty pobożności nie mają koniecznej jakości, by były zasługujące, i że w oczach Bożych są grzechami. Sądziła, że stała się przedmiotem odrazy, nienawiści i przekleństwa, a zatem nie ma już zapewnionego zbawienia. W tak strasznym zamęcie starała się zbliżyć do Boga i mówiła: „Nawet jeśli mnie opuściłeś, ja ciebie nie opuszczę. Nie chcę uczynić nic, co ci się nie podoba.”
Miotana wątpliwościami co do dobroci i miłosierdzia Bożego zwracała się do Jezusa: „O mój Jezu, wierzę w ciebie, ufam ci i chcę cię kochać.” I słowami wyrażała wiarę, nadzieję i miłość.
Przy zakładaniu zgromadzenia często ogarniała ją groza wobec własnej nędzy i słabości. Proboszcz Reichard pisze w tym kontekście: „Była całkowicie przekonana, że wszystko trzeba oddać świętej woli Bożej, a w sprawach zakonu uciekała się w modlitwie do Boskiego Serca, z którym o wszystkim się naradzała. Nieustannie oczekiwała pomocy od Boga, ufając w Jego miłosierdzie.”
Tę ufność wpajała także innym. Proboszcz Reichard napisał w jednym z listów do biskupa Rässa: „Ma tylko ufność w miłosierdzie Boże i taką samą ufność wpaja każdemu, kto z nią rozmawia.”
Nauki, które dawała swoim córkom, są pełne zachęty do ufności: „Niech cała wasza ufność spoczywa w miłosierdziu Bożym i jedynie w zasługach Jezusa Chrystusa, naszego Boskiego Zbawiciela.”
Ufność w Bogu w trudnych sytuacjach jest jedną z głównych cech jej wielkiej cnoty. We wszystkich trudnościach wytrwała w ufności i modlitwie. Złożyła nawet ślub, że pociechy będzie szukać jedynie u swojego Boskiego Oblubieńca.
„Mój Jezu – mówiła – chcę uczynić wszystko, czego ode mnie żądasz, ale przychodź mi zawsze z pomocą swoją łaską; w tobie pokładam swoją ufność.”
Ufnością pokonywała jawne ataki szatana.
Pokój i równowaga w trudnych chwilach
Służebnica Boża zadziwiała otoczenie swoim pokojem i równowagą mimo trudności i obowiązków wynikających z jej pozycji. Potwierdza to wielu świadków. Proboszcz Reichard napisał: „Cierpienie spowodowane słabością nigdy nie zakłóciło jej zapału i pokoju. Nic nie wytrąca jej z równowagi, nic nie może jej zaniepokoić choćby na krótką chwilę. W każdej sprawie prosi Boga o pomoc i każdą rzecz zawierza mu jako jego własną. Jest poważna i godna; wciąż widać u niej subtelną równowagę, która ludzi przyciąga i oczarowuje.”
W jednym ze swoich przemówień Matka Alfonsa powiedziała: „To ciężkie brzemię będę nieść dopóty, dopóki Pan Bóg będzie chciał, bo wzięłam je na siebie z posłuszeństwa wobec jego świętej woli.” Proboszcz Busson również poświadcza: „Jest wciąż taka sama, w jej zachowaniu nic się nie zmienia, wciąż ma tę samą łagodność, uprzejmość, troskliwość i roztropność, wciąż ma tę samą gorliwość. Chce, by wszędzie zachowywano ducha zakonu.”
Choć musiała znosić rozmaite utrapienia – cierpienie cielesne i duchowe, pogardę i przeciwności – jej dusza była zawsze zrównoważona i radosna. Jak sama powiedziała: „W cierpieniu wciąż przypominałam sobie obietnicę, którą złożyłam Bogu jeszcze w dzieciństwie: że chcę zachować czystość serca, że chcę osiągnąć świętość i że we wszystkim chcę wypełniać świętą wolę Bożą. W cierpieniu mówiłam więc sobie: ,Będę chętnie cierpieć, byle tylko to osiągnąć.‘”
Proboszcz Reichard powiedział o tym: „Jej cierpienie cielesne jest niezwykle bolesne, ona jednak odczuwa taką radość, że gdyby było możliwe uwolnić ją od tego cierpienia, nie pozwoliłaby na to.”
Matka Alfonsa w przemówieniach do swoich córek powiedziała: „Wasze cierpienie nie powinno zasmucać ani waszej twarzy, ani waszych myśli. Cierpienie może uczynić duszę szczęśliwą już na tym świecie. Doświadczyłam cierpienia każdego rodzaju. Mogę was zapewnić, że dusza, która potrafi mu się oddać i przyjąć je jako swój los, jest szczęśliwa. Tak, szczęśliwa. Nie będzie już chciała przeżyć ani chwili bez cierpienia.”
Nadzieja Służebnicy Bożej rozkwitała zwłaszcza wtedy, gdy poznawała wolę Bożą, jakakolwiek by ona była. Pozwalała się jej porwać z całkowitą ufnością, że ta wola, nawet jeśli wydawała się ludzkiej naturze ciężka, była przecież największym dobrem tak dla niej samej i dla jej dzieła, jak i dla chwały Bożej i zbawienia dusz.
Dobrowolne wyrzeczenie się światowej próżności
Od wczesnej młodości aż do swojej śmierci Służebnica Boża Alfonsa Maria unikała wszystkiego, co mogłoby uwodzić jej zmysły, zdecydowanie odwracała się od fałszywych wartości, gardziła wszystkimi światowymi próżnościami i wzrok kierowała wyłącznie na Jezusa Chrystusa i życie wieczne. Już jako małe dziecko porzucała zabawę, byle tylko się modlić. Jako siedmiolatka mówiła, że od rodziców nie chce żadnych prezentów, chce tylko zostać świętą. Gdy miała dwanaście lat, w jej duszy kiełkowało pragnienie życia zakonnego i czuła silną potrzebę całkowitego oderwania się od świata: „Nieustannie prosiłam Pana Boga, by zachował mnie od świata.” Swoje córki chciała uchronić przed wszystkimi zasadzkami świata: „Nie znajdziecie ani pociechy, ani radości w Bogu, dopóki będziecie ich szukać w świecie. Nosicie strój zakonny, by pokazać światu, że jesteście dla niego umarłe. Wystrzegajcie się niepotrzebnych rozmów, a zwłaszcza takich, które dotyczą spraw światowych.” Do tego tematu moglibyśmy przytoczyć jeszcze wiele innych jej wypowiedzi. Motywem gotowości Elżbiety do cierpienia była perspektywa wiecznej szczęśliwości. Swoim córkom mówiła: „Jakże moglibyśmy wahać się, czy przyjmiemy krzyż, czy przywiążemy się do niego całkowicie na pewien czas tu na ziemi, skoro nagrodą ma być wieczna szczęśliwość? Bóg troszczy się o nas o wiele bardziej niż ojciec o swoje dzieci i z o wiele większą czułością niż matka, dlatego nigdy nie narzekajmy, gdy nawiedzi nas cierpienie. Przyjmijmy je z radością i uległością, a tak będziemy miały pewność, że zakosztujemy słodkiego pokoju i zdobędziemy wielkie zasługi na wieczność. Jakże słodka i miła będzie śmierć dla duszy, która nieustannie jednoczyła się ze swoim Boskim Oblubieńcem! Dzieci moje, teraz w służbie Bogu wszystko jest trudne – wiem to z własnego doświadczenia – ale miejcie odwagę i często myślcie o swojej ostatniej godzinie. Dla waszej miłości do Boga niech myśl o niebie zawsze dodaje wam odwagi. Czy to tak trudno przez kilka lat się umartwiać, gdy wyobrazicie sobie tę nieskończoną rozkosz, która czeka w niebie na umartwione dusze? Dzieci moje, to jest dla nas czas walk, pracy i ofiar. Ukrzyżujmy starego człowieka. Przemienić się w nowego człowieka jest boleśnie, ale jakaż pociecha i chwała będą na nas czekać!”
Służebnica Boża wzywała do nadziei, zwłaszcza cierpiących, wątpiących, biednych i grzeszników. Właśnie na nich kierowała całą swoją miłość. Wielu gości zaświadczyło, że mówiła im o miłosierdziu i dobroci Bożej z takim naciskiem, że dotykało ich to w głębi serca. Celem jej dzieła było przecież nieść tę najwyższą nadzieję ludziom na łożu śmierci i zapewniać chorych i umierających, że Bóg jako Ojciec czuwa nad nimi. Służebnica Boża na początku swojego dzieła sama podejmowała pierwsze takie uczynki miłosierdzia i każdemu cierpiącemu przynosiła słowa napełnione taką pociechą, że zjednywała tym również wszystkich wokół siebie.
W życiu Służebnicy Bożej cnota nadziei jest ściśle związana z wiarą: obie nadają jej życiu duchowemu autentyczność i gorliwość, co prowadzi ją do całkowitego oddania się Bogu. Z wiary i nadziei Służebnica Boża czerpała siłę, by kochać Boga bezwarunkowo.
Miłość
Miłość Boga – nieustanne szukanie Boga
Służebnica Boża już od wczesnego dzieciństwa okazywała wielką miłość do Boga. Ta miłość wciąż rosła w jej duszy, ożywiała i wypełniała wszystkie jej słowa, myśli i czyny. Była głęboko i nieprzerwanie zjednoczona z Bogiem; nic nie mogło odwrócić jej uwagi od Boga.
Miłość, którą Służebnica Boża przeżywała wobec Boga, ma bez wątpienia charakter wyjątkowy. Ze wszystkich sił dążyła do coraz doskonalszej miłości Boga, całe życie starała się z niej żyć i tą miłością do Boga wytrwale pozwalała się przemieniać. Na swój sposób żyła „heroicznie” według przykazania: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą i całą swoją mocą” (Pwt 6,5; Mk 12,30).
Miłość bliźniego – miłość Boża, źródło miłości bliźniego
Przejawy i wyraz miłości Boga
Już jako małe dziecko powtarzała Bogu ze słodkim upodobaniem: „Chcę cię kochać, będę cię kochać, chcę pragnąć jedynie twojej świętej woli. Dobry Boże, ty na pewno udzielisz mi łaski, bym cię kochała, bym kochała jedynie ciebie i bym zawsze i we wszystkim wypełniała twoją świętą wolę.”
Zarazem odczuwała w sobie rosnące pragnienie, by „zostać świętą”. Gdy miała osiem lat, obawiała się, że nie będzie zdolna dostatecznie kochać Boga, i stawiała sobie pytanie: „Boże mój, czy będę zdolna kochać cię całe życie i zawsze czynić to, co ci się podoba?” Na podstawie zachowanych dokumentów możemy potwierdzić, że te skłonności rozwijały się w niej, gdy stopniowo dojrzewała. Dokumenty poświadczają, że w modlitwach często wypraszała łaskę, by uniknąć wszystkiego, co mogłoby ją odłączyć od Boga. Gdy przeżywała szczególnie bolesny okres oschłości, wydawało jej się, że Bóg ją opuścił. Z zaparciem się siebie mówiła jednak Bogu: „Nawet jeśli mnie opuściłeś, ja ciebie nie opuszczę. Nie chcę uczynić nic, co ci się nie podoba. Nie, naprawdę nie chcę.”
W Pierwszych regułach znajduje się usilne zalecenie, by wszystko wypełniać z miłości do Boga, abyśmy nie byli jak brzmiący cymbał, jak pisze apostoł Paweł.
Wszystkie rozmowy Służebnicy Bożej dotyczyły Boga. Nie było możliwe rozmawiać z nią o czymkolwiek innym niż o Bogu i dobru dusz. Jak sama powiedziała: „Jest dla mnie pociechą i nieopisaną łaską, że nie potrafię mówić o niczym innym, tylko o rzeczach, które służą chwale Bożej i zbawieniu dusz.”
Złożyła ślub, że z ludźmi będzie rozmawiać jedynie o sprawach Bożych albo o rzeczach dotyczących zbawienia dusz. Ojciec Amhard, redemptorysta, który ją odwiedził, mówi, że o sprawach Bożych mówiła z niezwykłą łatwością.
Miłość do Jezusa Chrystusa
Wyrazistą cechą duchowości Elżbiety Eppinger jest miłość do Jezusa Chrystusa. Już we wczesnym dzieciństwie dawała Jezusowi pierwsze miejsce. Gdy ktoś mówił o męce, zawsze uważnie słuchała i mogła ją w ten sposób stopniowo zgłębiać. Zwierzyła się, że gdy miała cztery lata, usłyszała rozmowę o męce Chrystusa i myśl o cierpieniu, które Jezus musiał przejść, wzruszyła ją tak bardzo, że zaczęła płakać. Upodobanie w ukrzyżowanym Chrystusie już jej nie opuściło, a w chwilach największego cierpienia ściskała w ręku mały krzyż. Lekcje religii pozostawiły w niej głębokie wrażenie. Częste rozmyślanie nad cierpieniem ukrzyżowanego Chrystusa prowadziło ją do jeszcze głębszego przeżywania tej tajemnicy. Trzeba też powiedzieć, że parafianka Elżbieta, która gorliwie uczestniczyła w sprawowaniu liturgii, pielęgnowała w sobie tę pobożność dzięki obrzędom Wielkiego Tygodnia, nabożeństwu drogi krzyżowej czy nabożeństwu do Boskiego Serca.
Zdumiewające jest, że młoda Elżbieta bardzo wcześnie rozwinęła zmysł dla wynagradzającej wartości cierpienia Chrystusa; widziała w nim wyraz miłości Chrystusa do ludzi i sama mówiła, że Jezus umarł, by wynagrodzić za grzechy ludzi i uzyskać u swojego Ojca odpuszczenie grzechów. Swoją wiarę wciąż wyznawała w tajemnicy odkupienia, która zajmowała centralne miejsce w jej rozmyślaniu i pobożności.
Kolejną charakterystyczną cechą życia duchowego Służebnicy Bożej jest jej pragnienie zażyłego zjednoczenia z Chrystusem. Tę postawę wyraża na różne sposoby. Gdy mówi o modlitwie, wyraża pragnienie, by być przed Jezusem i cały dzień wielbić i chwalić jego imię.
Przy Komunii świętej przychodzi jej na myśl taka prośba: „Mój umiłowany Jezu, teraz mam cię w swoim sercu. Tak długo za tobą tęskniłam! Teraz na pewno pozostaniesz w moim sercu. Patrz, cała się tobie oddaję. Ty na pewno ozdobisz moje serce cnotami, które są ci najmilsze. Już nigdy więcej nie chcę cię obrazić, więc zawsze mi pomagaj, mój Jezu. Maryjo, Matko moja, przyjdź i pomóż mi adorować Jezusa, którego właśnie przyjęłam do swojego serca.” W ten sposób wyrażała poczucie obecności Chrystusa w niej, a także pragnienie, by jego obecność trwała.
Wyraża się także bardziej mistycznie, gdy mówi o Chrystusie jako Boskim Oblubieńcu: tu dochodzimy już do zjednoczenia miłości. W okresie, gdy żyła według wzoru dziewictwa pod kierownictwem proboszcza Reicharda, mogła uważać się za „dziewicę konsekrowaną”. Później, gdy została członkinią Zgromadzenia Najświętszego Zbawiciela, mogła przyswoić sobie tytuł oblubienicy Chrystusa i tym imieniem nazywać także pozostałe siostry w zgromadzeniu.
W Pierwszych regułach podaje się, że Matka Alfonsa Maria jest bardzo wrażliwa „na miłosierną miłość Jezusa, który uzdrawia chorych i uważnie wsłuchuje się w utrapienia tych, którzy wołają do niego z głębi swojej nędzy”.
I wreszcie także wyobrażenie „Chrystusa żyjącego we mnie”, które można czytać między wierszami w wielu miejscach, jest jasno wyrażone w Pierwszych regułach: „Duch córek Boskiego Zbawiciela ma być duchem Jezusa Chrystusa i musi ożywiać i wypełniać siostry zgromadzenia w takim stopniu, by było to widoczne we wszystkich ich czynach i słowach. Jednym słowem, trzeba, by mogły powiedzieć wraz z apostołem: ,Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus.‘”
Modlitwa jako wyraz miłości Boga i Jezusa Chrystusa
Żarliwa miłość Elżbiety Eppinger do Boga przejawia się zwłaszcza w jej zapale do modlitwy i w wielkim darze modlitwy kontemplacyjnej. Już jako czterolatka odczuwała radość z modlitwy; jako siedmiolatka długo modliła się z wyciągniętymi rękami; nie zaniedbując pracy, szukała każdej okazji, by móc usunąć się w samotność i modlić się. „Czułam się silnie przyciągana do modlitwy wewnętrznej i do nieprzerwanego i zażyłego zjednoczenia z Bogiem” (jako 12-latka). „Starałam się pozostawać w nieprzerwanej rozmowie z Bogiem przez cały dzień” (jako 17-latka).
Proboszcz Reichard daje świadectwo: „W nocy wstawała z łóżka, klękała i długie godziny spędzała na modlitwie.” Proboszcz Reichard podaje też, że po pierwszym okresie choroby i oschłości odczuwa niezwykłą łatwość rozmawiania z Jezusem Chrystusem. Otwarcie wyraża mu swoje uczucia miłości i oddania. Pyta go, co ma czynić, by mu się spodobać. Żali mu się na wszystkie pokusy, na które jest wystawiona w świecie, i na wszystkie zagrożenia, którym stawia czoła, na to, co ją rozprasza podczas modlitw, a także na wszystkie swoje słabości duchowe. Zwłaszcza jednak podczas trzeciej choroby Pan podniósł ją na wysoki stopień modlitwy kontemplacyjnej i do stanu ekstazy. Proboszcz Reichard podaje: „Rozmowy z jej Boskim Oblubieńcem są teraz tak zażyłe, że jeśli chodzi o rzeczy zewnętrzne, jest jakby martwa i nieczuła. Modli się przede wszystkim za zbawienie dusz, i to z takim upodobaniem, że całkowicie zapomina o sobie i wcale nie dba o swoje cierpienie.”
Moglibyśmy przytoczyć więcej takich wypowiedzi. Służebnica Boża nieustannie mówiła swoim córkom o modlitwie: „Dzieci moje, dane mi było, bym w waszych sercach wzbudziła upodobanie w zażyłych rozmowach z Bogiem. Adorować Boga i wciąż mu dziękować – jakaż to wzniosła czynność! Jakaż nieopisana szczęśliwość! Przyszłyście tu, by żyć życiem Jezusa Chrystusa, życiem umartwionym, ukrzyżowanym według naszego Boskiego wzoru. Nieustannie go studiujcie, rozmyślajcie o nim we dnie i w nocy, by upodobnić do niego własne życie.”
Walka z grzechem
Pierwszym przejawem miłości Boga, który widzimy u Służebnicy Bożej Alfonsy Marii, było unikanie grzechu, gdy miała cztery lata.
„Jeśli to jest grzech, już więcej nie chcę tego czynić, nie chcę obrażać Pana Boga!”
Od tego wieku zaczyna się jej walka, która stanie się zacięta; ściga grzech w swoim wnętrzu i wokół siebie: „Tak bardzo przerażał mnie grzech, że czułam odrazę do ludzi, którzy przeklinali albo popełniali inny grzech.”
Proboszcz Reichard o tym świadczy: „Słuchała bluźnierstw i buntu przeciw Bogu, nie mogła się oderwać od takich scen, trzeba ją było siłą zmusić, by z tym przestała. Bardzo cierpiała na widok tego, jak ludzie obrażają Boga. Wciąż była pobudzana, by z westchnieniem się modlić, zarazem jednak czuła w sercu pokój, zadowolenie i niezmiernie głęboką dziecięcą ufność wobec Boga.”
Służebnica Boża nie tylko odczuwała grozę przed grzechem, ale starała się unikać każdej niedoskonałości, zwłaszcza gdy chodziło o modlitwę i przyjmowanie sakramentów. Jak sama podaje: „Wyobraziłam sobie obecność Jezusa. Od tej chwili zaczęłam poważnie walczyć z roztargnieniem podczas modlitwy. Już nie ośmielałam się rozglądać wokół siebie ani niedbale klęczeć, ani niedbale trzymać złożonych rąk. Natychmiast wyobrażałam sobie obecność Boga w nieskończonym majestacie.” Gdy miała dwanaście lat, czuła silne pragnienie, by dobrze przygotować się do pierwszej Komunii świętej, dlatego walczyła ze swoją największą niedoskonałością. Proboszcz Reichard mówi później o tym, jak intensywnie modliła się przed Komunią świętą i że po niej była w głębokim rozmyślaniu i jak Bóg dał się jej w tej chwili poznać. Gdy dawała swoim córkom wskazówki, jak mają się dobrze modlić i przystępować do Komunii świętej, zalecała im to: przed Komunią umartwienie, lekturę duchową, a przede wszystkim miłość bliźniego.
„Wystrzegajcie się jednak tego, byście szły na ucztę Pańską, jeśli wasza dusza umyślnie żywi nieżyczliwe uczucia wobec bliźniego.”
Żąda od nich, by starannie przygotowywały się do przyjęcia sakramentu pojednania. Pouczenie o rozmyślaniu i lekturze duchowej: „Nie mamy pragnąć poznania, lecz oczekiwać od Boga łaski, pomocy, oświecenia. Zawsze mamy mieć przed oczami chwałę Bożą, zbawienie dusz i łaskę, by co do joty i litery wypełniać jego świętą wolę.”
Umartwienie
Aby Służebnica Boża Alfonsa Maria spodobała się Bogu i udowodniła mu swoją miłość, czyniła uczynki umartwienia i pokuty. Jako siedmiolatka odmawiała sobie przy jedzeniu tego, co lubiła. Gdy miała około trzynastu lat, poczuła potrzebę umartwienia cielesnego.
„Odczuwałam silne pragnienie ćwiczenia się w cielesnych aktach pokuty. Zaczęłam przy modlitwie klękać na twardym podłożu. Ze łzami w oczach mówiłam: ,O mój Jezu, daj mi łaskę, bym nie spędziła ani jednej godziny dnia bez kochania cię!‘”
Umartwiała się przy pracy w polu, myślała o kroplach krwi swojego Zbawiciela i modliła się przy tym: „Mój Jezu, teraz na pewno dasz mi to, o co cię proszę; na pewno dasz mi poznać, co mam czynić, by sprawiać ci radość i nie zasmucać cię.”
Niekiedy też sypiała na twardym. Przy takim umartwieniu doskonale podporządkowywała się swojemu spowiednikowi. Umartwiała się też wewnętrznie: „W myślach szukałam małych umartwień, które mogłabym wykonywać przy pracy albo w drodze do pracy, z zamiarem uzyskania od Boga łaski, bym kochała go coraz bardziej.”
Swoje córki uczyła praktykowania zewnętrznego i wewnętrznego umartwienia i nieustannie była im w tym przykładem.
Służebnica Boża pragnęła upokorzenia, przeciwności i pogardy. Zamierzała wstąpić do zakonu, „by móc być tą najostatniejszą”.
„Boże mój, pozwól mi cierpieć jeszcze więcej, chcę cierpieć razem z tobą.”
Całe życie musiała znosić pogardę i rozmaite przeciwności; najpierw z powodu swoich ekstaz, później z powodu swojego dzieła, które uważano za bezsensowne i niewykonalne. Wszystko znosiła i nigdy się nie skarżyła.
„Patrz, córko moja, gdy dusza tak się zachowuje, otwieram jej swoje serce. Daję jej poznać moją miłość do niej, ukazuję jej mój pełen miłości stosunek do niej, a także to, jak niebezpieczne byłoby dla niej, gdybym dał jej to, czego ode mnie oczekiwała, i jak pożyteczne są dla niej te próby i przeciwności. Pozwalam jej wniknąć w moją ojcowską troskę i opiekę. Daję jej poznanie o niej samej.”
Ojciec Amhard, CSsR, mógł o niej powiedzieć: „Miała wielkie pragnienie upokorzenia i krzyża.”
Tym były zawsze naznaczone również jej przemówienia, które dawała swoim córkom: „Dzieci moje, przyjmujcie chętnie upokorzenia na wzór apostołów, którzy radowali się, że są godni znosić pogardę i zniewagę dla imienia Jezusa Chrystusa.”
Przyjmowanie cierpienia
Służebnica Boża Matka Alfonsa Maria swoją płonącą miłość umacniała czcią dla męki naszego Pana. Możemy powiedzieć, że już od piątego roku życia nieustannie o niej rozmyślała, a cierpienie było głęboką i nieodzowną potrzebą jej duszy. W ten sposób starała się pomnażać swoją miłość i zarazem coraz lepiej pojmowała bezgraniczność miłości Jezusa do nas, co prowadziło ją do tego, by ze świętą gorliwością za wszelką cenę unikać grzechu i umartwiać się. Po ciężkich próbach doszła wreszcie do punktu, w którym pragnęła cierpienia jako wyjątkowej łaski i już nie potrafiła żyć bez cierpienia. Na podstawie natchnienia z góry nałożyła swoim córkom obowiązek, by każdego dnia rozmyślały nad męką naszego Pana.
Nieustannie im powtarzała, że dobrze znoszone cierpienie jest najpewniejszym sposobem postępu w świętości.
„Nigdy nie traćmy z oczu ukrzyżowanego Jezusa – mówiła – jakże słodko i miło jest żyć i umierać w ranach ukrzyżowanego Jezusa.”
Najświętsza Maryja Panna jako wzór i jej rola orędowniczki dla życia wypełnionego miłością
Służebnica Boża Matka Alfonsa Maria szczególnie kochała Maryję. Już od najwcześniejszego dzieciństwa, jako trzylatka, czuła się dotknięta czułością niebieskiej Matki i odtąd ze wszystkimi potrzebami zawierzała się Maryi. Pragnęła dojść do Boga i Jezusa Chrystusa przez Maryję. Prosi Ją zwłaszcza o to, by zachowała jej duszę w czystości. Pragnie naśladować Maryję we wszystkich cnotach, a przez ich pielęgnowanie rozwija się w niej ta czystość.
„Nieustannie polecałam się opiece dobrotliwej Matki Bożej.”
Od Maryi oczekuje, że wyprosi jej łaskę naśladowania Jezusa jako jego oblubienica w życiu zakonnym. Ma wielką cześć dla Niepokalanego Poczęcia.
„Często powtarzałam tę modlitwę: ,Mocą twojego świętego dziewictwa i twojego niepokalanego poczęcia, Panno najczystsza, oczyść moje serce i ciało.‘”
Pragnęła i miała nadzieję, że Maryja zawsze będzie czczona i jeszcze bardziej kochana w świecie chrześcijańskim.
„Wszystko będzie zbawione przez Maryję” – powtarzała. Chciała, by jej córki codziennie modliły się i rozmyślały nad różańcem. Jej cześć nie kończy się jednak na Maryi: przez Najświętszą Maryję Pannę Służebnica Boża chce dojść do Boga i Jezusa Chrystusa, by żyć w zjednoczeniu z nimi.
Proboszcz Reichard, spowiednik Służebnicy Bożej, i biskup Räss, któremu podporządkowywała całe swoje postępowanie, poświadczyli czystość jej sumienia. Proboszcz Reichard mówi: „Prawdą jest, że dla tej anielskiej duszy, której za życia nie napadła ani jedna nieczysta myśl, była prawdziwą udręką konieczność ujawniania na podstawie Bożego objawienia grzechów przeciw czystości wielu ludziom, którzy do niej przychodzili.”
Biskup Räss podaje: „Nic nie pozwala mi przypuszczać, by była napełniona innym duchem niż Boży.”
Staranie o szerzenie miłości Bożej
Nieustannie wzywała do uwielbienia Boga, i to nie tylko swoich bliskich i licznych gości, do których przemawiała bardzo żarliwie, ale także wszystkie dusze, za które intensywnie modliła się do Boga.
„Mój łaskawy Jezu, zmiłuj się nad tą parafią. Spraw, by wszyscy parafianie poznali łaski, których im udzieliłeś. Jezu, bądź łaskawy zwłaszcza rodzicom, oświecaj ich, by bardziej troszczyli się o dusze swoich dzieci. Zmiłuj się nad młodzieżą, daj młodym większą miłość do cnót i pobożności, zapal ich twoją miłością. Moje nieustanne pragnienie i wszystkie moje życzenia zmierzają do tego, by wszyscy ludzie czcili imię Pańskie i by lepiej Go poznali.”
Była obdarzona nadzwyczajnymi łaskami. Często popadała w stan ekstazy, przy czym zawsze po niej, a czasem także podczas niej była pogrążona w intensywnej modlitwie i czuła pragnienie, by złożyć ofiarę za sprawę, która jej została objawiona. Ten stan regularnie stwierdzał u niej proboszcz Reichard, kilkakrotnie badały go władze kościelne i zawsze określały jako stan nadprzyrodzony. Miała dar czytania w ludzkich sercach i ujawniania tajemnych czynów i myśli, by daną osobę doprowadzić do nawrócenia. Wiele sióstr zaświadczyło, że widziały ją w stanie ekstazy uniesioną nad ziemię.
Służebnica Boża okazywała siłę swojej miłości w niezwykły sposób. Była tak zjednoczona z Bogiem, że nic nie mogło jej od niego oderwać. Jej siła fizyczna niekiedy wzrastała pod wpływem okoliczności, które powinny ją przeciwnie osłabiać: nieustanne odwiedziny, cierpienie cielesne i duchowe, mało jedzenia. Im więcej musi cierpieć, tym bardziej rośnie jej ufność i pokój. Za pozwoleniem proboszcza Reicharda złożyła śluby, które wypełniała heroicznie. W całym jej życiu nie można znaleźć ani jednego przypadku, na podstawie którego można by wnioskować, że nie zachowywała ich ze ścisłą wiernością. Siła jej miłości przejawia się zwłaszcza w tym, że rozpoczęła dzieło, które było całe na chwałę Bożą i zbawienie dusz, bez jakichkolwiek ludzkich środków, i mimo rozmaitych trudności niestrudzenie je kontynuowała aż do swojej śmierci.
Odznaczała się nieprzerwanym zjednoczeniem z Bogiem. Istnieje o tym wiele świadectw ludzi, którzy ją znali. Sama podała: „Nie mija ani minuta, bym nie miała przed oczami mojego Boskiego Oblubieńca i nie myślała o nim, a zarazem wciąż o coś Go proszę.” Proboszcz Reichard potwierdza: „Jej zjednoczenie z Boskim Oblubieńcem i zażyłe rozmowy z nim są nieprzerwane, trwają także podczas jej codziennych obowiązków.”
Proboszcz Busson podaje: „Była pogrążona w głębokim rozmyślaniu. Nieustannie zajmowała się Bogiem, Jemu oddawała pokłon i Jego kochała w każdej czynności.”
W jakim duchu należy praktykować miłość bliźniego
W Pierwszych regułach znajduje się fragment, który wyraża głęboką myśl Matki Alfonsy Marii o prawdziwym fundamencie miłości bliźniego: „Abyśmy dobre dzieło czynili z gorliwością i by stało się zasługujące w oczach Bożych, musimy je wykonywać z miłości do Boga. Bez tej intencji wszystko jest puste i zimne, bo każdy naturalny motyw, który skłania nas do czynienia dobra, jest słaby i nie może przynosić nadprzyrodzonych zasług. ,Gdybym czynił dobro, ale brakowałoby mi miłości, byłbym jak miedź brzęcząca i cymbał brzmiący‘, jak mówi święty Paweł (por. 1 Kor 13,1). A święty Jan mówi: ,Kto nie miłuje, trwa w śmierci‘ (1 J 3,14). Miłość, którą ci dwaj apostołowie opisują jako motyw czynienia dobra, nie jest tylko miłością bliźniego, ale zarazem jest miłością Boga. Miłość bliźniego i miłość Boga tworzą jedną całość; nie można ich od siebie oddzielić. Fundamentem miłości bliźniego musi zawsze być miłość Boga; bliźniego musimy kochać z miłości do Boga.”
Służebnica Boża swoją miłość bliźniego karmiła bezwarunkową miłością do Boga. Nieustannie myślała o tym, jak może przyczyniać się do zbawienia ciała i duszy z miłości do Boga. Pragnienie czynienia dobra bliźnim i przekazywania im Boga, najwyższego Dobra, zrodziło się w niej jeszcze we wczesnym dzieciństwie i na rozmaite sposoby starała się je wypełniać przez całe życie. Oświadczyła, że za zbawienie człowieka jest gotowa poświęcić nie tylko wszystkie dobra ziemskie, ale nawet własne życie, i wycierpieć wszystko, co Bóg na nią dopuści.
Przejawy i wyraz miłości bliźniego
Jeszcze przed założeniem zgromadzenia Służebnica Boża była członkinią Trzeciego Zakonu świętego Franciszka i członkinią bractwa Boskiego Serca Jezusowego. Proboszcz Reichard wprowadził także posługę odwiedzania chorych, w którą Elżbieta Eppinger aktywnie się włączała w okresach, gdy wracało jej zdrowie.
Już w młodym wieku zależało jej na uświęceniu bliźnich. Tę gorliwość okazywała już w dzieciństwie i w okresie dorastania wobec swoich bliskich: wobec rodziców i rodzeństwa, służby, wobec dzieci, z którymi się bawiła, wobec kolegów szkolnych i przyjaciół. Nieustannie starała się prowadzić ich do tego, by stronili od grzechu, kochali Boga i praktykowali cnoty, i to mimo drwin i zniewag.
Miłość Służebnicy Bożej skierowana była przede wszystkim na zbawienie bliźniego. Niestrudzenie modliła się za grzeszników i zabiegała o ich nawrócenie. Mówiła: „Do grzeszników odczuwam wielką czułość; widzę w nich stworzenia Boże i przedmiot Jego miłości.”
Proboszcz Reichard poświadcza: „Czuje się stale przyciągana jakąś nieodpartą siłą do Boga jako swojego Zbawiciela i tak samo nieustannie i z taką samą siłą pragnie przyprowadzić do niego wszystkich grzeszników.”
Także później, w trzecim okresie choroby, nadal trzymała się tego zamiaru, gdy przez cały dzień przyjmowała mnóstwo gości, nie zważając na zmęczenie. Mówiła im tylko o Bogu i o uświęceniu ich duszy. W końcu tę gorliwość, która płonęła w jej duszy, rozniecała także w swoich córkach: „Żaden wysiłek, żaden trud ani żadna ofiara nie może być dla was ciężka, gdy wymaga tego miłość bliźniego.”
Przy spotkaniu ze Służebnicą Bożą doszło do wielu nawróceń. Proboszcz Reichard poświadcza: „Każdy odchodził od niej wzruszony aż do łez.”
Proboszcz Glöckler podaje: „Wywiera dobroczynne wrażenie i każdy odchodzi od niej głęboko poruszony i podejmuje zbawienne postanowienia na całe życie.”
Proboszcz Busson opisuje: „Całe rzesze gości odchodziły od niej z ukojonym sercem. Jedni poczuli pociechę w swoich utrapieniach, drudzy byli gotowi porzucić nieuporządkowany sposób życia, a jeszcze inni umocnili się w czynieniu dobra.”
Wiele dusz napełnionych lękiem, niepokojem, wątpliwościami i pokusą zwracało się do Służebnicy Bożej i znajdowało u niej światło, ukojenie i umocnienie, i o tym zaświadczyły. Powiedziała im, że w takich próbach człowiek nie może upadać na duchu, lecz ma z ufnością wznieść serce do Boga i tylko od niego oczekiwać pomocy.
Troska o ubogich, zwłaszcza o ubogie dzieci
Służebnica Boża poświęcała się nauczaniu ludzi niewykształconych, a zwłaszcza biednych dzieci, które były moralnie zaniedbane. Sama je gromadziła, by móc opowiadać im o Bogu, i uczyła je modlić się, a wszystko to z wielkim zapałem. Był to jeden z celów jej dzieła: kształcić takie dzieci aż do przyjęcia pierwszej Komunii świętej.
Od samego początku zgromadzenia Służebnica Boża przyjmowała biedne dzieci ze wsi należących do parafii Niederbronn. Dzieci te otrzymywały każdego ranka śniadanie, a w południe obiad. Ich liczba szybko rosła: po pierwszym miesiącu było ich dwadzieścioro pięcioro, kilka miesięcy później już czterdzieścioro dwoje. Większości dzieci zapewniła także odzież.
Matka Alfonsa Maria chciała, by jej córki przyjmowały dzieci w swoich domach, zapewniały im wyżywienie i odzież, od rana do wieczora uważnie czuwały nad ich zachowaniem i formowały ich serce do cnoty. Chciała, by młode dziewczęta w wieku od 14 do 18 lat wyrwano z niebezpieczeństwa próżnowania i by jej córki nauczyły je pracować. Wiele rad gminnych oddało hołd ich dobrze wykonanej pracy.
Służebnica Boża kierowała swoją miłość na ubogich i chorych: to dla nich założyła swoje dzieło. Była bardzo wrażliwa na ich potrzeby i uczyła swoje córki, jak mają im pomagać. Na początku sama udzielała im pomocy, by dać przykład swoim córkom. Chciała, by wśród chorych, którzy szukają pomocy sióstr, pierwszeństwo mieli ubodzy. Dary od bogatych rozdzielała ubogim, by te dary służyły zbliżeniu i pojednaniu wszystkich bez różnicy. Chciała, by jej córki zawsze widziały w ubogich cierpiącego Zbawiciela: „Zamiarem córek Boskiego Zbawiciela ma być służba Jezusowi Chrystusowi, który jest osobiście obecny w każdym ubogim chorym, przy czym mają pamiętać o słowach Zbawiciela: ,Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.‘”
Służebnica Boża nikomu nie sprzyjała i czyniła uczynki miłości najuboższym i najbardziej zaniedbanym. Ponieważ sama wyrastała w ubogich warunkach, była chora i nie miała nic, co świat ceni, miała głębokie zrozumienie dla potrzeb nędzarzy i była wrażliwa na każdy niedostatek. Każda forma braku, czy to duchowego, cielesnego czy materialnego, budziła w jej sercu współczucie i wolę zaradzenia temu.
W okolicy, gdzie obok siebie żyli katolicy i protestanci, troszczyła się także o protestantów, którzy prosili ją o pomoc, i udzielała im opieki ofiarnie i z miłością.
Służebnica Boża dużo modliła się za umierających i za dusze w czyśćcu. Na podstawie natchnienia Pańskiego zaleciła tę praktykę natychmiast również swoim córkom i w regułach określiła codzienne modlitwy, które mają być odmawiane w tej intencji.
Miała też swoich nieprzyjaciół i przeciwników, ale gdy musiała znosić otwartą wrogość, nigdy nie wypowiedziała słów ani nie okazała uczuć, które sprzeciwiałyby się miłości. W pewnych sytuacjach oponowała jedynie spokojnym oświadczeniem o swoich obowiązkach przełożonej generalnej. Uczyła tego, co sama heroicznie praktykowała: „Musimy ich nadal cenić, nawet jeśli będą nas na różne sposoby obrażać i poniżać: będziemy im okazywać jeszcze więcej dobra niż tym, którzy uznają nasze dobrodziejstwo, okazują nam szacunek i chwalą nas. Dopóki nie będziemy zdecydowane wszystko znosić od naszych bliźnich i nie gniewać się, nie możemy osiągnąć doskonałości.”
Proboszcz Glöckler mógł powiedzieć: „Matka Alfonsa była zawsze zrównoważona i w przeciwnościach nie gniewała się nawet wtedy, gdy ból przeszywał jej zranione serce i nie była już w stanie dłużej znosić okazywanej nienawiści.”
Matka Alfonsa okazywała swoim córkom czynną miłość. Nie zatrzymywała się przed zmęczeniem ani przed niedyspozycją – jako że stale była chora – gdy je witała, odwiedzała czy dodawała im otuchy. Musiały ją wręcz prosić, by miała wzgląd na swoje zdrowie.
Służebnica Boża wkładała wszelki wysiłek, by wokół niej panował pokój i zgoda. Gdy dawała nauki swoim córkom, bardzo podkreślała miłość braterską. Był to temat jej pierwszej nauki, co dowodzi, że była to jedna z jej głównych trosk. Powiedziała: „Dzieci moje, uczcie się znosić siebie nawzajem we wszystkich okolicznościach. Jeśli jedna zawini wobec drugiej, niech ta druga natychmiast o tym zapomni i niech okazuje pierwszej jeszcze więcej miłości niż zwykle, by ta, która zawiniła, nawet nie zauważyła, że zasmuciła drugą.”
Podczas ciężkiej próby, którą spowodowało usamodzielnienie domów w Würzburgu, Wiedniu i Sopronie, proboszcz Reichard mógł napisać: „Czcigodna matka zawsze zachowywała się wobec siostry Teofili bardzo pobłażliwie i z miłością, nawet wtedy, gdy musiała ją upomnieć.”
Bóg przeznaczył swoją służebnicę do wielkiego dzieła dobroczynnego w ramach świętego Kościoła, a ona heroicznie odpowiedziała na wolę Bożą. Mimo że żyła w intensywnym zjednoczeniu z Bogiem, oświadczyła: „Nie chcę iść do zakonu klauzurowego, ale bardzo chętnie żyłabym tam, gdzie mogłabym pracować dla zbawienia dusz.”
Odkąd poznała, jakie ma z nią Bóg plany, nie dała się zatrzymać żadną ludzką przeszkodą. Swoje córki zachęcała, by okazywały heroiczną miłość, oddając się z miłości do Boga ubogim i chorym, nie zważając na trud ani zmęczenie i nie zważając nawet na siebie, aż po ofiarowanie własnego życia. Świadczą o tym listy, które im pisała, gdy posyłała je do pielęgnowania chorych dotkniętych cholerą.
Na tej podstawie lepiej zrozumiemy fragment Pierwszych reguł, gdzie definiuje się cel zakonu: „Zakon ma pomagać ubogim chorym w ich własnym mieszkaniu, o ile je mają, ma im podawać i zapewniać odpowiednie pożywienie, potrzebne lekarstwa oraz bieliznę pościelową i osobistą. Opieka ma być udzielana także inaczej dotkniętym, którzy poproszą zakon o pomoc. Przede wszystkim zakon ma troszczyć się o zbawienie dusz ubogich i chorych. Zakon ma przyjmować ubogie opuszczone dzieci i troszczyć się o nie, dopóki nie będą dostatecznie przygotowane, by przystąpić do pierwszej Komunii świętej.”
Tak więc powstało zgromadzenie, które odpowiadało na pilne potrzeby swojej epoki i w ciągu kilku lat rozszerzyło się w niewiarygodny sposób.
Prosimy o jej kanonizację
Módlcie się z nami
Od 2018 roku jest błogosławiona. Aby mogła zostać ogłoszona świętą, potrzebny jest cud za jej wstawiennictwem — i modlitwa tych, którzy o to proszą.
Jeśli za jej wstawiennictwem otrzymaliście nadzwyczajną łaskę, prosimy zgłosić to Postulacji. Kontakt →